Potrzeby pracodawcy a specyfika możliwości niepełnosprawnych

Organizacje starają się promować model zatrudniania uwzględniający zarówno potrzeby pracodawcy, jak i specyfikę możliwości niepełnosprawnych. Z badanych sześciu organizacji dwie miały gotowe do wdrożenia projekty ZAZ-u, jedna projekt w opracowaniu, zaś jedna plan otworzenia spółdzielni inwalidów. Dobra praktyka polegałaby po prostu na pomocy w realizacji gotowych przedsięwzięć i wsparciu tworzonych. Jak na razie jednak inicjatywy te są w pewnym sensie „niewidoczne” dla przedstawicieli instytucji samorządowych.

Natomiast miano dobrej praktyki można nadać dwóm istniejącym inicjatywom. Po pierwsze, działaniom „Tęczowego Domu” sióstr Benedyktynek Misjonarek zatrudniającego wychowanków, którzy zakończyli edukację i są zdolni podjąć pracę, przy cyklu produkcyjnym biomasy, używanej przez placówkę jako materiał opałowy. Dobra praktyka polega w tym wypadku na sprzężeniu potrzeb własnych Ośrodka z możliwościami zawodowymi wychowanków i wypracowaniu odpowiednich dla rodzajów ich niepełnosprawności procedur pracy (na przykład stopniowaniu ilości pracy dla osób z zespołem Downa, pracy w parach etc.). „Tęczowy Dom” nie jest ukierunkowany na „zajęcie czasu” podopiecznych, ale na tworzenie sytuacji realnego zatrudnienia, realnego stosunku pracy, którego ostatecznym celem jest doprowadzenie do samodzielnego życia wychowanków poza „Tęczowym Domem”, który będzie dla nich jedynie zakładem pracy. Drugim przykładem są wysiłki dyrekcji Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla zapewnienia praktyk uczniom Specjalnej Zasadniczej Szkoły Zawodowej. Aż do roku szkolnego 2006/2007 od osobistego zaangażowania dyrektora – wizyt, rozmów, przekonywań pracodawców, zależało ich zorganizowanie7. W tym przypadku, dobra praktyka polegała na sprzężeniu zadań statutowych placówki (realizacja programu nauczania8) z potencjalną (z uwagi na psychologiczne bariery przyjmowania młodzieży upośledzonej) podażą pracy umożliwiającą dynamiczne reagowanie szkoły na zmiany na rynku pracy – przestawienie na „inne” tory kształcenia (roszada specjalizacji: kucharz – piekarz – stolarz). Krótko mówiąc Zasadnicza Szkoła Zawodowa Specjalna, dzięki bezpośrednim, osobistym kontaktom z pracodawcami miała (i mimo zmian w zakresie organizacji praktyk, ma nadal) możliwość precyzyjnego kształcenia dokładnie pod potrzeby rynku pracy. Wykorzystano, zatem mechanizm „tworzenia rynku pracy” dla upośledzonej młodzieży poprzez formowanie jej kompetencji zgodnie z popytem pracodawców. Było to możliwe przede wszystkim dzięki proaktywnemu, znacznemu wyjściu szkoły poza ramy obowiązku – przykładowo, wręcz do rozmów z pracodawcami o późniejszym zatrudnieniu praktykantów – absolwentów szkoły.

Realne przygotowanie młodzieży do życia i pracy w warunkach rzeczywistych

Przy czym gra toczyła się nie tylko o spełnienie wymogów formalnych, ale również o realne przygotowanie młodzieży do życia i pracy w warunkach rzeczywistych – nauka prawdziwej pracy w prawdziwym przedsiębiorstwie.

Obie inicjatywy: szkoły i sióstr, wyrastają z bezpośredniej potrzeby własnej tych instytucji. Są sposobem „samoradzenia sobie”, opartym na własnej pomysłowości, wizji, zaangażowaniu, przedsiębiorczości i na kapitale społecznym-wykorzystaniu sieci osobistych relacji (niekoniecznie zresztą bliskich):

Jak mam problem, to nie myślę, czy to bardziej należy do kompetencji urzędu takiego, czy takiego, tylko czy ta osoba będzie chciała i umiała mi pomóc (przedstawiciel DPS „Tęczowy Dom” Sióstr Benedyktynek Misjonarek) i komunikacji nieformalnej (Byłam z klasą w urzędzie pracy na zajęciach z doradztwa zawodowego dla młodzieży szkolnej. Dowiedziałam się o tym [… ] Jak to w małym mieście-jedna osoba drugiej przekazała, że coś takiego jest (przedstawiciel Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego).

Choć rok 2006 niewątpliwie przyniósł zmiany – większą inicjatywę ze strony instytucji samorządowych, która zaowocowała między innymi przekształceniem Zespołu Szkół Specjalnych w Ośrodek Szkolno-Wychowawczy (dzięki starostwu) oraz propozycją staży i przygotowań zawodowych dla wychowanków „Tęczowego Domu” (dzięki zmianie przepisów, i inicjatywie PUP), to jednak tam, gdzie wiele zależy od ludzkiej dobrej woli, mówić chyba należy o potwierdzeniu nieprzejrzystości i niewydolności systemowo-instytu- cjonalnej w radzeniu sobie z problemem przygotowania zawodowego i zatrudniania niepełnosprawnej młodzieży.

Podsumowując, o powiecie ełckim można powiedzieć, że jest powiatem nadziei. Wydaje się, że przy tak skonturowanym układzie potencjałów, kwestia wykształcenia dobrych rozwiązań systemowych zarówno na osi edukacji, jak i zatrudniania, jest kwestią czasu i zakrojonego na szeroką skalę dialogu między wszystkimi podmiotami włączonymi jakkolwiek (i po którejkolwiek stronie) w proces kształcenia i zatrudniania młodych osób niepełnosprawnych. Innymi słowy, Ełk zdaje się stać w przededniu instytucjonalizacji tego problemu. Oczywiście, trudno twierdzić, że istnieje gotowa, ukształtowana, kompletna i jedynie czekająca na wydobycie perspektywa myślenia o kształceniu i zatrudnianiu niepełnosprawnej młodzieży. Istnieją raczej jej zręby, dziurawa sieć, w której całkowicie gubi się na przykład problem tak zwanej małej niepełnosprawności, nie tylko niezauważonej, lecz wręcz niezauważalnej. Ostatecznie jednak obecny stan rzeczy pozwala żywić nadzieję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *