Sytuacja „wymuszonego” popytu na osoby niepełnosprawne

Innym argumentem, za niepodejmowaniem pracy po skończeniu szkoły, zwłaszcza w środowiskach wiejskich, było traktowanie niepełnosprawności jako tematu wstydliwego. Nawet w wypadku życzliwego nastawienia przedstawicieli instytucji były problemy z dotarciem do tych osób i skłonieniem ich do podjęcia pracy zarobkowej w ZPCH nie do końca ludzie się otwierają, jeśli chodzi o osoby niepełnosprawne szczególnie z tych wiosek – to specyfika tego terenu – to jest cały czas taki wstydliwy temat (PCPR, powiat złotoryjski).

Sytuacja „wymuszonego” popytu na osoby niepełnosprawne skłaniała część z nich do nagannych praktyk. Niektóre osoby niepełnosprawne świadomie wykorzystywały sytuację firm, w których brakowało odpowiedniej liczby zatrudnionych osób niepełnosprawnych do utrzymania statusu Zakładu Pracy Chronionej. Po zatrudnieniu w takiej firmie szybko szły na zwolnienie chorobowe na pół roku, a następnie szukały kolejnego zakładu pracy. Oczywiście takie praktyki były możliwe tam, gdzie popyt na pracowników w ZPCH przewyższał podaż po pewnym okresie czasu idą na chorobowe na pół roku i w tym czasie szukają następnego zakładu pracy, i są pewni, że on ich przyjmie, bo każdy zakład bije się o wskaźnik (ZPCH, Ruda Śląska).

Wielu rozmówców podkreślało natomiast, że uczestnicy WTZ są bardzo dobrymi pracownikami, pracują chętnie i sumiennie. Ceniono na przykład ich wyroby artystyczne na przykład rękodzieło. Dominował jednak pogląd, że większość uczestników warsztatów nie tylko nie poradzi sobie na otwartym rynku pracy, ale i w ZPCH. Pewną szansę widziano dla nich w ZAZ, ale na ogół były one nieobecne lub nieliczne w powiatach. Podkreślano ponadto, że młode osoby wstydziły się podejmować pracę lub przekwalifikowanie w Zakładach Aktywności Zawodowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *